Na Rynku szaszłyki z truskawek w czekoladzie, kolejki po żurek w styropianie i cała góra oscypków. Wszystko to na słowo, bo aparat leży rozładowany. Ole
Gdzieś uciekł mi cały zapas czasu, z wakacji się nie otrząsnęłam i dryfuję ku kolejnym, w samochodzie w krakowskich korkach uspokaja mnie tylko Erik Satie. A tymczasem.
Dzieńdobry Polsko, lato się skończyło, jest zimno i wieczorem można zakładać płaszcz. Tej krainie dziękujemy i niech to będzie klamra tych wakacji i codziennych 34 stopni.
Ostatni dzień czerwca przyniósł sporo, egzaminy zdane i oblane, wiele walizek, zwierząt futerkowych i jedno wielokonne, całkiem piękne. Pan w salonie pomachał życząc miłych wakacji, w które głęboko wierzę, fotorelacji spodziewam się wielu tym samym letni kwartał inaugurując. Whoa.
Nowy nr.2, całkiem nieplanowany. Szybko jeszcze dwa egzaminy, pakuję się do Nowego nr.1 i spadamy stąd, wakacje. [drugie folklor miejscowo lokalny, potęga prowincji aka ręka sprawiedliwości dosięgnie każdego].